Marihuana

jeden jest strach
który spędza mi sen z rąk
oczy ma
wykłute
marzeniem

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

O sraniu w banię

jest godzina 22.12
zaczynam pisać wiersz
wiem
że nic w nim nie poprawię

nie jestem rzemieślnikiem
a chwilą
która trwa
o chwilę
za długo

ten dzień
minął jak jeden z wielu
natknąłem się na nowych ludzi
i na starych
przemienionych

więc siedzę
i piję
łyk za łykiem
tej choroby
co niektórzy nazywają
zbyt pospolicie
żeby napisać to w wierszu

siedzę więc
przed komputerem
i kleję myśli
w zdania
słowa
pojedyncze

kreślę skojarzenia
zamazuję
jak takie same wieczory
we wszystkich miejscach

kiedy
chyli się ku przybicu gwoździa
nawet Jezus się boi
że to o nim mowa

a ja
chciałbym powiedzieć
coś poważnego
ale brakmisłów

długo by pisać
wiersze
o siedzeniu przy biurku
marudzeniu
piciu i paleniu

taka moja własna
nazwijmy to
niekończąca się opowieść

o sraniu w banię
o sraniu w banię
o sraniu w banię

Wrocław, 10.08.2016

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Czasem

czasem nachodzi mnie ochota
zostać drzewem
stracić usta
i świadomość
kształtowania słów

czasem chciałbym mieć coś więcej
niż zakurzone wieczory
niż muzyka
kojąca
rozdzierająca
płuca

serce
jest jedno
a łamie się je jak chleb
rozdaje
rozpuszcza w denaturacie

mieć
je
albo
go
nie można
mieć

skok po
serce
z sercem
w serce
w sercu

chcieć
zasypiać
i budzić się

we śnie

Wrocław, 10.08.2016

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

„Najpierw zabiorą aparat, a później ciebie”

48 godzin temu wyruszałem z Wrocławia. Po bardzo długiej podróży przez Kijów wreszcie dotarłem do Doniecka. Zabrał mnie niewielki autobus wypełniony rosyjskojęzycznymi Ukraińcami. Jechali głównie do domów. Przez pierwsze kilka godzin moi współpasażerowie często się zmieniali. Kiedy jednak minęliśmy Dniepropietrowsk, ekipa trzymała się już ta sama. Aż do granicy z Donbasem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERABusik dość często się zatrzymywał. Przystanki były głównie na toalety, papierosa i na szybkie przekąski. Smażone na głębokim tłuszczu ciastka z parówkami, kiełbasami czy innym nadzieniem, można było kupić przez całą noc przy autostradzie. Ja zdecydowałem się na kotleta mielonego. Miła pani odgrzała mi go w mikrofali i podała na kromce chleba.

Cała podróż mijała bez większych emocji. W zawieszonym pod sufitem telewizorze, kierowca puścił pasażerom film. Kilka głośników było zamontowanych wzdłuż pojazdu. Lepiej niż w Ryan Airze. Atmosfera w busie zaczęła się zagęszczać, kiedy zbliżyliśmy się do pierwszych kontroli wojskowych. Andrij jechał z żoną do domu. – Cholerni Rosjanie – mówił. – Nie można już normalnie wrócić, jak do siebie. Jeb twoja mać tę całą wojnę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAUkraińskie wojsko powitało nas na post bloku tuż przed Donieckiem. Wszyscy musieliśmy wysiąść z autobusu i każdy miał obowiązek zabrać ze sobą cały bagaż, tak aby samochód był pusty. Padał dość mocny deszcz. Wiele osób nie miało parasoli. Żołnierzy to w ogóle nie wzruszało. Moknęliśmy w długiej kolejce. My i tak mieliśmy sporo szczęścia. Ci w samochodach osobowych czekają nawet kilkanaście godzin, żeby wjechać na teren Donieckiej Republiki Ludowej. Jeszcze dłyższy był sznur samochodów, które wyjeżdżały z Donbasu, ale to przeżyję dopiero za kilka dni.

Sprawdzono dokładnie moje akredytacje prasowe. Żołnierz wystawiał tylko dłoń po dokumenty przez lekko uchylone okienko i wbijał moje dane do komputera. Procedura powtarzała się przy każdym pasażerze. Po sprawdzeniu bagaży ruszyliśmy dalej, przez tzw. strefę zdemilitaryzowaną, wypełnioną po brzegi uzbrojonymi po zęby Ukraińcami. Widać było, że wyposażają się sami. Każdy miał trochę inne ubranie przeciwdeszczowe. Jeden, pewnie młodszy rangą, miał na sobie kupione w Obi moro dla rybaków. Inni mieli mundury w polskie barwy, inni w ukraińskie. Żaden z nich nie był jednak na pewno zielonym ludzikiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERATych panów z kolei spotkałem więcej, kiedy przejechaliśmy kilka kilometrów za strefę. Ukraińcy byli uśmiechnięci, palili papierosy, stali w grupkach i żartowali. Żołnierze po stronie separatystycznej twarze mieli ciężkie i skoncentrowane. Uzbrojeni w kałasznikowy przewieszone przez plecy, kontrolowali skrupulatnie każdy samochód i każdego pasażera. Wyciągnąłem aparat i usłyszałem od kierowcy: nie rób zdjęć, bo najpierw zabiorą ci aparat, a później zabiorą ciebie.

Za chwilę kazali wyłączyć i schować telefony. Strefę, gdzie czasami wymienia się jeńców przeszliśmy na piechotę. Musieliśmy przesiąść się do Donieckiego autobusu. Przejechaliśmy kilkaset metrów jadąc środkiem ulicy. Ten pas najwidoczniej jest zarezerwowany dla marszrutek, bo inne samochody karnie stały w kilometrowej kolejce do post bloku. Z każdej strony otoczeni polem minowym. Niedawno ktoś próbował przyspieszyć swoją podróż. Auto wyleciało w powietrze, jak tylko zjechał kilka metrów z drogi.

Republikański żołnierz zatrzymał nasz autobus i kazał wysiąść wszystkim, którzy mają telefony komórkowe. Mój był wyłączony więc zostałem w busie. Kiedy bojownik zobaczył, że jedna młoda osoba nie wyszła na zewnątrz, zaczęły się pytania. – A ty czemu tu siedzisz? – On nie poniemajet pa ruski – zaczęła mnie bronić siedząca obok kobieta. – Da. A pa ukraiński gawarjesz? – Płocho – odpowiedziałem. – Szkolenie wojskowe miałeś jakieś? – Nie. – A po co ty do Doniecka? Guza szukasz, czy jakieś zadanie masz do wykonania? – Nie mam zadania. Jadę na Dzień Zwycięstwa. – Da. Co robisz na co dzień? – Jestem dziennikarzem. – Aaaaaaa. Żurnalista z Polszy. Chcesz granat? – zapytał człowiek w zielonym mundurze, wyciągając do mnie dłoń z ciężkim, metalowym kawałkiem śmiercionośnej broni. – Nie, dzięki. Nie wiem, jak go nawet odbezpieczyć. – Da. Charaszo. Jedź dalej, tylko prawdę pisz. – Wsjegda. Nad polem minowym przeleciała para gęsi.

Ruszyliśmy dalej. Po około 15-20 minutach jazdy, mijając pozycje strzelnicze, okopy i barykady separatystów ciągnące się wzdłuż trasy i czyniące z drogi dojazdowej do Doniecka pułapkę nie do przeżycia. Tuż obok służby komunalne ciężko pracowały kosząc trawniki, sadząc kwiaty: fioletowe, czerwone, żółte. W mieście normalnie działa komunikacja miejska, jeżdżą tramwaje, trolejbusy, otwarte są budki z fastfoodem, sklepy z drogą bielizną, czy biżuterią, z akcesoriami do MAC-ów, z farbami i płótnami dla artystów, czy pizzerie. Pozamykane są natomiast wszystkie salony samochodowe. Audi, BMW, Opel. Aut brak. Nie brakuje za to elektryczności, wody, alkoholu ani papierosów.

- Niebezpiecznie się tu żyje? – pytam Tanię. – Nie. Normalnie. W centrum Doniecka mieszka się jakby nigdy nic. Gorzej jest na północy, czy w ogóle na obrzeżach. Czasem słychać, jakiś wybuch, czy strzały, ale tu jest spokój – tłumaczy mi kobieta.

Musiałem dostać się na ulicę Bohdana Chmielnickiego 102. Tam mieści się biuro prasowe, skąd muszę odebrać wymagane przepustki. Drogę wskazuje mi piękna dziewczyna, mówiąca słabo po angielsku, z rozświetlonymi, szmaragdowymi oczami. Udawałem, że nic nie rozumiem, żeby jeszcze chwilę z nią postać. Na koniec odpaliła mi papierosa i się pożegnaliśmy. Szedłem ulicą Uniwersytecką, bardzo długim deptakiem aż do mojego celu. Po drodze minąłem siedzibę rządu. Plac, na którym stoi budynek nadal przypomina, że jeszcze niedawno toczyły się tu zacięte walki. Kostka brukowa jest rozebrana i użyta do zbudowania pozycji strzelniczych. Powoli jednak układają ją z powrotem. Okno przy samym wejściu jest przebite przez kulę. Na frontowej ścianie wielki napis: Donbas jest już nasz. Rosja.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADocieram na ulicę Bohdana Chmielnickiego. Ministerstwo, do którego zmierzam ulokowano w pięknym, kilkunastopiętrowym hotelu wybudowanym specjalnie na Euro 2012. Obok chińska restauracja i miejsce o nazwie Liverpool. Kiedyś był to znany klub muzyczny. Dziś wejście do niego zagrodzone jest workami z piaskiem. Specjalnie rozlokowane dziury w konstrukcji świadczą, że w walce o ten skrawek miasta zginęło sporo ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANie chcą mnie wpuścić do ministerstwa, ale pokazuję maila z informacją, że mam do odebrania akredytację. Wiadomość dostałem z rządowego adresu, więc budzi respekt i otwiera mi wiele drzwi. Wjechałem windą na 13 piętro i skręciłem w lewo. Na spotkanie wyszedł mi człowiek o ciemnym kolorze skóry, przypominający Araba. Wydało mi się to dość dziwne. Za chwilę dostrzegłem na ścianie jego gabinetu jemeńską flagę. Pomyliłem drzwi. Trafiłem do pokoju ambasadora Jemenu, który na biurku miał kilka rosyjskich flag, a na ścianie tuż za nim wisiały dwa portrety: jeden z wizerunkiem Aleksandra Zacharczenki – przywódcy DNR, a drugi z uśmiechniętą twarzą Władimira Putina.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAGroźnie wyglądający człowiek, około 50-60-letni, na początku był wyraźnie zirytowany moją niespodziewaną wizytą. Kiedy jednak przyznałem, że jestem dziennikarzem i że przyjechałem odebrać przepustkę na Dzień Zwycięstwa, złagodniał i wskazał mi prawidłową drogę. W biurze prasowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych okazało się, że znowu dotarłem w złe miejsce. Mówiąca płynnie po angielsku, piękna dziewczyna o czarnych włosach, pokazała mi przez okno, do którego budynku mam się udać. Wiedziałem już, że muszę przejść przez przestrzelone drzwi i wrócić do gmachu głównego. Akredytacja czekała w biurze Aleksandra Zacharczenki.

Odebrałem ją już bez problemów i ruszyłem szukać hotelu. Szedłem przez pełne życia miasto, leżące na pierwszej linii frontu. Na południu, około 10 kilometrów stąd jest zniszczone, donieckie lotnisko. Mimo zawieszenia broni na czas Wielkanocy (ogłoszono je 30 kwietnia), walki nie ustają. Strzela każda strona. Nikt już nie wie dokładnie, kto zaczął. Ta niewiedza sprawia, że jestem właśnie na terenie kraju, którego nie ma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Faszyści kontra barbarzyńcy

OLYMPUS DIGITAL CAMERACzołgi, działa, kilkanaście reprezentacyjnych oddziałów wojska i milicji, rosyjskie flagi powiewające wspólnie z symbolami Donieckiej Republiki Ludowej. Tak Donbas przygotowuje się do obchodów 71. Dnia Zwycięstwa, który przypada 9 maja. Pojawi się na nim także przywódca samozwańczej Republiki Aleksandr Zakharchenko.

To wielkie święto w świeżo upieczonym państwie, tym bardziej, że mija właśnie dwa lata odkąd władzę w regionie przejęli prorosyjscy separatyści żądający między innymi odłączenia regionu od terytorium Ukrainy (żądania były różne w trakcie rozwoju sytuacji – red.). Zaledwie kilka dni temu, 30 kwietnia ogłoszono kruche zawieszenie broni, które między innymi ze względu na święta Wielkanocne zaakceptowała Rosja, Ukraina oraz OBWE. Zaledwie kilka godzin później, ukraińskie wojsko informowało o kilkudziesięciu atakach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADzień Zwycięstwa to data, kiedy kraje dawnego bloku wschodniego upamiętniają zakończenie II Wojny Światowej (a dokładnie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej). W Donbasie to święto jest podwójnie istotne, bo teraz już nie tylko przypomina o zwycięskiej walce z nazistami, ale także o wygranej batalii z „ukraińskimi banderowcami i faszystami” – bo tak mówi się tu o dawnych współplemieńcach z zachodu kraju.

Wcale nie mniej obraźliwe określenia padają ze strony ukraińskiej, kiedy rozmawia się o „rosyjskich barbarzyńcach” z Doniecka i Ługańska. Podział kraju widać niemalże gołym okiem. Nawet podróżując autobusem można często usłyszeć kłótnie i obelgi rzucane na siebie na wzajem poprzez zwaśnione, ale nadal żyjące obok siebie strony. Bo na pewno nie jest tak, że w Donbasie mieszkają tylko ludzie o poglądach prorosyjskich i separatystycznych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA- Byłem kiedyś w Polsce. Znam Kraków, Wrocław i Warszawę – chwali się Jurij, sprzedawca i właściciel jednego ze sklepów spożywczych w Doniecku. – I znam Roberta Lewandowskiego. Odpowiadam, że ja z kolei znam Andrija Szewczenkę. Uśmiecha się, ale kiedy tylko dostrzega wchodzącego do sklepu żołnierza w zielonym mundurze dodaje: ale on jest z Kijowa. To nie nasz.

- Jestem Ukraińcem – mówi dumnie Aleksjei. – Byłem w Kijowie podczas Pomarańczowej Rewolucji i na ostatnim Majdanie. Jak będzie trzeba, to pójde tam jeszcze raz. Nie można pozwolić separatystom, żeby zniszczyli nasz kraj. Chcą do Rosji, to niech sobie tam wyjadą – dodaje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAŻycie w Doniecku płynie normalnie. Kiedy już uda się przedostać przez granicę, której pilnują uzbrojeni po zęby żołnierze obu stron i strzegą ogromne pola minowe, to zaledwie kawałek dalej ludzie żyją tak, jakby wojny w ogóle nie było. Ulice stolicy DNR są czyste, nie ma nawet niedopałków, a każdy pilnuje się, żeby nie wyrzucić żadnego śmiecia na chodnik. Pracownicy miejscy koszą trawniki, sadzą kwiaty. Otwarte są salony samochodowe, budki z kebabem i gruzińskim chaczapuri, sklepy z drogą biżuterią, czy bielizną, kwitnie handel na targowiskach.

- W centrum rzeczywiście nie jest niebezpiecznie. Żyje się tu normalnie – opowiada Tania. – Lepiej jednak nie jechać na północ Doniecka, albo w ogóle na obrzeża. Tam się nadal biją. Słychać często strzały i wybuchy nawet tutaj – przyznaje spokojnym tonem, jakby przyzwyczajona już do sytuacji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW oknach domów, w niemal każdej witrynie sklepowej przy głównych ulicach Doniecka: Uniwersyteckiej oraz wzdłuż Artemy, powiewają dumnie flagi Republiki Donieckiej. Ludzie wożą je chętnie za szybami samochodów, wpinają w klapy brunatne wstążki i inne symbole wyzwolonego kraju.

Trudno stwierdzić, czy ich radość jest prawdziwa, czy po prostu otrzymali polecenie, że miasto musi pachnieć zwycięstwem. – Dziękujemy Wam za wolność – mówi starsza kobieta siedząca na ławce do przechodzących obok niej grupy postawnych mężczyzn z karabinami. – Nie ma za co – odpowiadają i z uśmiechem idą dalej.

Na Artemie już ustawiają się oddziały mężczyzn i kobiet w odświętnych mundurach. 7 maja próba generalna. Żołnierze i milicjanci chętnie pozwalają się fotografować. Dowówdcy przekazują ostatnie wskazówki i ustawiają swoich ludzi tak, by dobrze wyglądali. Nie wolno też rozmawiać. Na każde zadane pytanie, któremukolwiek z uczestników, odpowiedzią jest tylko głucha cisza i wymowne, przepraszające spojrzenie. – Tanki dzisiaj nie pojadą. Ćwiczymy tylko – szepce jednak jeden z milicjantów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA9-go maja ulicami Doniecka przejdzie wielka parada wojsk Republiki Ludowej. Pokaz siły tutejszej armii rozpocznie się o godzinie 10 rano. Później przez miasto przejdą między innymi rodziny ze zdjęciami swoich bliskich, którzy zginęli w trakcie II Wojny Światowej oraz wiele innych imprez związanych z Dniem Zwycięstwa.

Według najnowszych raportów ONZ, podczas konfliktu w Donbasie śmierć po obu stronach poniosły łącznie 9333 osoby. Rannych zostało 21 396. Ponadto, jak informuje ONZ około 1.5 miliona ludzi w Donbasie cierpi z głodu. Społeczność międzynarodowa, ani nawet Rosja, nadal nie uznała oficjalnie niepodległości regionu.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Tu i Tam

OLYMPUS DIGITAL CAMERAGdzie jest magazin z alkoholem? Kto ty? Spasiba. To takie podstawowe słowa, które muszę znać. No tak i jeszcze oczywiście, żeby kupić chleb. – Ja muszu zawtra jesc wiecera. Charaszo? – pytam moich kompanów podróży. – No powiedzmy, że charaszo. – Ty się uczyłeś rosyjskiego czy ukraińskiego? – No wychodzi na to, że ukraińskiego.

Kiedy tylko wspomniałem, że jadę do Doniecka, wszyscy stanowczo odradzali mi ten kierunek. – Jest tyle innych miejsc. Charkow, Odessa. Tam w Donbasie jest niebezpiecznie i ci Rosjanie stamtąd są nienormalni. Straszni trochę. Nie wiadomo, co może się stać – mówili. Mam przede wszystkim nie pokazywać nikomu, ile mam pieniędzy, bo na pewno mnie oszukają. Pytać, gdzie chodzić, bo min nie brakuje. Tam to różnie bywa. Mówią, że jestem odważny ale głupi. Oni by nie pojechali.

Kłosy zbóż i wódka na mogilach

Ukraina jest dla mnie przyjazna. Pełna kolorów, rzeczy, które tylko tutaj mogą do siebie pasować. Zabytkowe, niebieskie cerkwie zdobione pięknymi złotymi kopułami, niewielkie cmentarze. Tuż obok niedokończone, opuszczone, posowieckie budowle z ich symbolami: wielkie napisy powitalne pisane cyrylicą, pięknie malowane wizerunki przodowniczek pracy dzierżących w dłoniach ścięte zboże. Nawet po tak wielu latach wciąż zachwycają szkarłatną szminką i nienagannie ułożonymi fryzurami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKorków już nie ma, bo wiele osób tuż po Wielkanocy wróciło do domu. To jednak jeszcze nie całkowity koniec. Taka tradycja, że podczas świąt zmartwychwstania i zaraz po nich, odwiedza się zmarłych z podarkami. W „pominalny djeń” na grobach zapala się świeczki, je ciastka, babkę, piję się wódkę, rozmawia, modli się. Później wszystko zostawia się na grobie, bo przyjdą inni, co im się bardziej przyda i sobie wezmą. To element planu na kolejne dni.

Póki co, nadal jednak nie wiem, jak przejadę kolejne 1000 kilometrów. Chyba po prostu złapię pociąg, który jedzie jak najdalej na Wschód. A tam? Cel. Rozmowy o barszczu ukraińskim, słoninie i cukierkach się skończą. Podobno już kilka kilometrów za Kijowem wszystko się zmienia. Przyroda, budynki, ludzie. Tamci ze Wschodu rysują się w opowieściach, jako przerażające stwory, które nie dość, że nie wiedzą, co czynia, to czynią źle.

Pażausta, zawtrak, priwjet już nie wystarczą. Dla Ukraińców, którzy żyją bliżej Europy tam, to już Rosja. Straszna Rosja, ogromna i przytłaczająca. Wolność i Putin to tak odległe pojęcia, że nikt nawet nie pomyślałby, żeby je ze sobą zestawić. Korupcja, pieniądze, wojna. O tym rozmawiamy.

Jest tego tak wiele, że zdominowało życie. Każdy kradnie, a wpada ten, co kradnie po prostu za dużo. Tak nie wypada, tak nie wolno, to świństwo. Marzenia z ostatnich dwóch ukraińskich zrywów społecznych w XXI wieku, powoli trafiają między bajki. – Kolejnej rewolucji już nie będzie. Po co? Kto za tym pójdzie? – pyta retorycznie Slava. Był w Kijowie, kiedy nadzieję dawała Pomarańczowa Rewolucja Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERABył na Majdanie, kiedy obalano tyrana z Partii Regionów, oligarchę i wcielenie zła w oczach zachodnich Ukraińców – Wiktora Janukowycza. Na szczytach władzy zmienili się ludzie, system został ten sam. Kto za dużo kradnie, musi za to zapłacić. Tak nie wolno. Tak nie wypada.

W Doniecku mam zapytać o kilka spraw, proszą mnie. Jak się im żyje, czy się boją, czy chcą do Rosji czy do Ukrainy? Kiedy było lepiej? Teraz czy wcześniej? Jak bardzo zniszczone jest miasto? Tutaj też tego nie wiedzą.

Donbas żyje własnym życiem już od blisko dwóch lat. Trudno się tam nawet dostać. Pociągi nie kursują, autobusy tym bardziej. Autostop może być jedynym ratunekiem, ale też mało kto się zapuszcza w tamte okolice. Na rozmowach minęło nam wiele godzin.

Bohdan Chmielnicki to cep?

Sonia, córka ukraińskiego biznesmena, która podróżowała z mamą z Krakowa opowiada mi o polskiej szkole. Zapewniono jej darmowe lekcje polskiego, na które musi chodzić i trzeba przyznać, że po roku idzie jej już całkiem nieźle. Czasem nie słyszę akcentu, którym bardzo się przejmuje.

Bierze korepetycje niemal z każdego przedmiotu. Jest w drugiej klasie gimnazjum i zwraca przede wszystkim uwagę na różnice w nauczaniu historii. Bohdan Chmielnicki, narodowy bohater Ukraińców przedstawiany jest w polskich książkach jako głupiec, który bez powodu oddał się pod władanie rosyjskie, z niezrozumiałych pobudek rezygnując z chojności Polaków. Ponadto to alkoholik, łamaga i brutal wzniecający bunty na kresach Rzeczypospolitej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa Ukrainie tę historię przedstawia się zgoła inaczej. Polscy Panowie, palący, gwałcący i rabujący kraj i mordujący chłopów w końcu dostali prztyczka. Bohdan Chmielnicki tylko w sojuszu z Moskwą upatrywał wolności dla ciemiężonych krajan. – Historia to powinny być fakty a nie jakaś tam dowolna interpretcja – podsumowuje nastolatka. Swojego zdania na lekcji jednak jeszcze nie powiedziała głośno. – Zabiliby mnie przecież – mówi z uśmiechem.

Przymusy

Wysiadam w Żytomierzu. Jest godzina 23. Jechaliśmy z Wrocławia 18 godzin. Okazuje się, że żadne marszrutki ani pociągi o tej porze już nie jeżdżą. Oznacza to ni mniej ni więcej, jak to, że grzązłem tu do rana. Nad stacją kolejową jest na szczęście mały motel. Dostałem pokój nr 9. Spędzona tu noc kosztowała mnie 109 hrywien plus 6 dodatkowo za podanie hasła do wi-fi i 10 za możliwość kąpieli. Nie muszę dodawać, że prysznic spełniał standardy używalności kilkadziesiąt lat temu.

Jest jednak pokój, nie duży, ale przynajmniej mój. Po zapachu kołdry nie mogę mieć wątpliwości, że sypialnia była używana wiele razy przede mną. Chyba nawet nie chcę się domyślać, kto mógł z niej korzystać. Pomysłów mam jednak sporo. Po pierwsze przychodzi mi do głowy, że niejedna zakochana para bezdomnych alkoholików spędzała tu upojne i romantyczne wieczory. Mam na szczęście swój własny śpiwór. Bogu dzięki za to.

Jutro rano wyruszam do Kijowa. Tam odwiedzę miejsce, gdzie zbierał się Majdan i gdzie Berkut na rozkaz ówczesnych władz strzelał do ludzi. Od tego zaczęły się zmiany na Ukrainie. Stamtąd po prostu dalej. Jak najdalej. Na wschód. Po odpowiedzi i historie.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Malarz z Plaza de España

malarz poniewierał się po parkach
drzemał pod pomarańczami
wdychał hiszpańskie powietrze
przepełnione akwarelami

miał starodawny wózek
do przewożenia pracowni
i w godzinach szczytu
przedzierał się między ludźmi

pewnie miał swoje drogi
by ich omijać
i wracać każdego dnia
na Plaza de Espania

nie kupiłem jego obrazu

Wrocław, 21.12.2015.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zostać kimś

Został kolor niebieski
kilka młodych fotografii
i śmiech

zostały kanapki z ogórkiem pod szynką
wiele myśli, słów
i strach

Została pręga na szyji
i obojętność

kim jeszcze zostaniesz?

Milano, Italy, 21.12.2015. 7.30AM.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Smoła

ciągnie się, jak smoła
przylepiona
ty
cały w niej
oblepiony

nie czujesz
że stawiasz kroki
że część z twoich placów
została tam
skąd wyruszyłeś

chciałbyś w ciszy
spędzić dzień
albo wieczność

chciałbyś wymienić twarz
z którymś z pochylolonych posągów

po starych kościołach
włóczy się licho
nie widzimy go
nic o nim nie wiemy

nawet Bóg
się go boi

nawet on
ma je za plecami

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Plamy

Prześcieradło, w które zawinięto oddechy
mądra książka psychologiczna
i garść przeklętych słów
to pakunek przewieszony przez ramię

spojrzenia nie było i nie będzie

ale było kilka wspólnych ścian i koładka
podarowana w prezencie, niemal w cudzie

wyjazd przeciągał się latami, dniami
świat chwiał się, śmiał się
przelewał między nocami

czarna pościel, poplamiona gdzieniegdzie
sterta kwiatów wyrosłych na dłoniach
wygryza się przez ziemię z gardła
wybrzusza bębny żołądków

wykręca

posiada moc wyzwalania życzeń

wypowiadane po cichu czy wykrzyczane
wyrzekają się siebie jak siostry, jedna po drugiej
biją się po twarzach otwartymi dłońmi

nie są odpowiedziami mędrców
ani szaleństwem młodości
nie kryją w sobie radości z narodzonego dziecka
nie płaczą po niczyjej śmierci

trwają
wytrwale tak
bardzo długo

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj